Biorąc pod uwagę fakty, wydaje się niezaprzeczalne, że ludzka zdolność do zarabiania wpływa na ludzką zdolność do tęsknoty. Siła nabywcza czyni nas podatnymi na chwyty marketingowe. A chwyty marketingowe zagłuszają tęsknotę duszy. Zwierzęta nie mają siły nabywczej. Niełatwo nimi manipulować, by tęskniły za rzeczami, które nie są zgodne z ich istotą. Dlatego reklamodawcy zostawiają je w spokoju. Zwierzęta nie są podatne na billboardy, reklamy Google ani lokowanie produktu. W ich świecie Twitter to trzy lub więcej ptaków na drucie. Influencerem jest każdy, dla kogo możesz być obiektem westchnień lub obiadem. Zwierzęta nie muszą oddzielać swoich aspiracji od trendów i lśniącego labiryntu marketingu masowego. Doskonale radzą sobie z przestrzeganiem rady Mary Oliver: „Pozwól, by delikatne zwierzę twojego ciała pokochało to, co ono kocha”. Jednak dla ludzi, z naszymi paskami informacyjnymi, telemarketerami, hiperlinkami i zamówieniami za jednym kliknięciem, odnalezienie dzikiej i czułej istoty, która żyje głęboko w naszych kościach, może być trudne. Ten, który jest bez grosza, bosy i zachwycony. Ten, który ma splątane włosy i nigdy nie przestaje śpiewać.
Sztuka polega więc na tym, aby wytrenować swoje zmysły jak zwierzę. Stawać się coraz bardziej świadomym i wrażliwym na wszystkie niezasłużone przyjemności leżące w wielkich połaciach wokół ciebie. Quo, na które nie ma quo. Jak ametystowe zachody słońca, alabastrowe księżyce i Amaryllis Belladonna ... Czy nie znasz tego ostatniego? Pozwól, że cię przedstawię. Ale najpierw: „Co kryje się w nazwie?” zapytał Szekspir. I nikt nie odpowiedział. Czytelniku, to, że był bardem, nie oznacza, że wszystkie jego pytania były retoryczne. Co kryje się w nazwie? Mnóstwo poezji, jeśli masz szczęście. Ponieważ w dawnych czasach (tj. zanim utraciliśmy intuicyjny geniusz wyobraźni i zaczęliśmy produkować prozaiczne epitety, takie jak modem, karta kredytowa i prezes) mieliśmy dar przywoływania ducha rzeczy poprzez jej chrzciny. Imiona rzucano niczym zaklęcia w powietrze, a byty świata natychmiast ożywały, przywoływane do rozjaśnionych stanów bytu za pomocą precyzyjnych wibracji. Nazwij różę kapustą skunksową, a prawie na pewno trochę umrze w środku.
Kwiaty amarylisa mają dobrą nazwę. Pochodzące z greki słowo oznacza „błyszczeć” . Jak wiele greckich rzeczy, można je powiązać z piękną nimfą. Piękne greckie nimfy można podzielić na dwie kategorie — te, które były zabiegane i te, które były zauroczone. Amaryllis była zauroczona — bezinteresownym pasterzem. Zwraca się, jak to często bywa w greckich legendach, do wyroczni delfickiej — tej, która udziela nieliniowych rad i doskonale potrafi utrzymać zainteresowanie. Mądrość wróżbiarska podpowiada Amaryllis, by przez 30 dni przebijała swoje serce złotą strzałą, stojąc u drzwi domku swojego ukochanego. Podporządkowuje się, a ostatniego dnia tego dość ryzykownego przedsięwzięcia szkarłatne krople krwi rozpryskane na ziemi przemieniają się w rubinowoczerwone kwiaty. Teatralna alchemia tego wszystkiego roztapia obojętność pasterza. Gdy obejmuje swoją samookaleczającą się ukochaną, poduszkowate serce Amarylisa z radością goi się natychmiast, a smukłe, świeżo wykiełkowane kwiaty stają się jej imienniczkami. Nie wszystkie kwiaty Amarylisa są jednak krwistoczerwone.
Nasze amarylisy to wspomniana odmiana Belladonna ( Belladonna oznacza „piękną damę”). Są perłowo-bladoróżowe. Technicznie rzecz biorąc, nie są nasze. Ani tak naprawdę niczyje. Pewnego dnia obudziliśmy się, a one otaczały nasz dom niczym olśniewająca armia. Jeśli któryś z nich musi być oblegany, niech tak będzie na zawsze, przez kwiecistą milicję. Tego, którego główki tak pięknie przechylają się na brązowych i bezlistnych łodygach, którego płatki tak delikatnie zwijają się na końcach, wybaczasz im ich występki teraz i na zawsze.
Ponieważ ich wysokie łodygi pozbawione są choćby śladu liściastego odzienia, a ich pachnące, wielokwiatowe kwiaty są falbaniaste i kobiece, nazywane są również Nagimi Damami. Jeśli brzmi to dla ciebie skandalicznie, pamiętaj, że życie każdego kwiatu opiera się na skandalach, sekretnych schadzkach w aksamitnych komnatach i wszelkiego rodzaju przychodach i odchodach. Kwiatowi nie przystoi być schludnym ani grzecznym. Można by rzec, że nikomu nie przystoi być grzecznym i grzecznym. Zapytaj wirującego derwisza, czy chcesz być sprostowany (lub z szacunkiem zadziwiony) w tej kwestii.
Jeśli myślisz, że amarylisy pojawiły się tuż przed kwitnieniem, jesteś w błędzie. Były tam na długo, zanim je zauważyłeś, najpierw ukryte głęboko w ziemi jako cudownie grudkowate, zdeformowane cebulki, a potem wyłaniały się późną zimą, zamaskowane jako szmaragdowe skupiska pasiastych, zielonych liści. Żywe i obiecujące – ale obiecujące co? Liście niczego nie zdradzają, a zanim pojawią się jakiekolwiek wiosenne pąki, bujne liście więdną, umierają i nagle znikają. Cały ten zielony szum, a teraz – tylko goła ziemia. Tak wiele, nic z tego. Rodzaj rozczarowania. I tu zaczyna się błąd w postrzeganiu. Błąd jest zrozumiały, biorąc pod uwagę, jak wiele w naszym życiu przypomina negocjacje. W negocjacjach kluczowe są przejrzystość i konkretność, nie godzi się na dwuznaczność, chyba że jest się wyjątkowo naiwnym. Sprytni nie mówią: „Oddam ci moją krew, pot i łzy, a ty dasz mi – niespodziankę”. Nie. Sprytni wykują jasne warunki i klauzule. Ale tajemnica – tajemnica zawsze rządzi się swoimi prawami. Tajemnica zawsze będzie się śmiała ostatnia.
A czasem śmieje się w trąbkowatych kwiatach amarylisa belladonna . Kwiatach, które wymykają się ciasnemu uściskowi pąków, pąkach uniesionych wysoko na wyprostowanych i zdecydowanych łodygach, łodygach, które wyrastają z gołej ziemi niczym święte zmartwychwstania, tak długo po tym, jak porzuciłeś wszelką nadzieję, że przez lata (lata!) nie łączysz faktów. Te ziejące różowe piękności wyłaniają się z grobów tych rozczarowujących zielonych liści. Odkrycie ma w sobie cały szok boskiego objawienia.
Nieobecność to błędna interpretacja – niewidzialnej obecności. W tej właśnie chwili ukryte ogromy ulegają przeobrażeniu w ciemności. Nie da się śledzić niekończącego się romansu życia ze słońcem. Przestań więc, kochanie, knuć dla drobiazgów. Nie jesteś łowcą nagród, jesteś żyłą złota. Przestań się męczyć, drogi umyśle. Jesteś źródłem, a nie kamieniem młyńskim. Ukochany Przyjacielu – dość już twojej gorączkowej pracy. Spróbuj inaczej.
Pamiętać -
Kwiaty nie są warte pór roku. Żadna rzeka nie zasługuje na to, by płynąć do morza.
