data-uri="nymag.com/_components/clay-paragraph/instances/cjtzqirg706nzm6brlo7hwip1@published" data-word-count="32">To mnie przekonało. Myślałam, że „uzależniony od pochwał” to tylko takie określenie – ale nagle poczułam, że mogę wytworzyć w mózgu mojego syna rzeczywistą chemiczną potrzebę nieustannej nagrody.

Co by to oznaczało, gdybyśmy tak często przestali chwalić nasze dzieci? Cóż, jeśli mogę być jednym z przykładów, istnieją etapy odstawienia, każdy z nich subtelny. Na pierwszym etapie popadłam w konflikt z innymi rodzicami, gdy byli zajęci chwaleniem swoich dzieci. Nie chciałam, żeby Luke czuł się pominięty. Czułam się jak była alkoholiczka, która nadal pije towarzysko. Zostałam osobą, która chwali innych.

Następnie spróbowałem zastosować specyficzny rodzaj pochwały, który zaleca Dweck. Chwaliłem Luke'a, ale starałem się chwalić jego „proces”. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jakie procesy zachodzą w umyśle pięciolatka? Moim zdaniem, 80 procent jego mózgu przetwarza długie scenariusze dla swoich figurek akcji.

Ale każdego wieczoru ma pracę domową z matematyki i musi czytać na głos książkę do nauki fonetyki. Każde zadanie zajmuje mu około pięciu minut, jeśli się skoncentruje, ale łatwo się rozprasza. Dlatego chwaliłem go za koncentrację bez proszenia o przerwę. Jeśli uważnie słuchał instrukcji, chwaliłem go za to. Po meczach piłki nożnej chwaliłem go za szukanie podań, zamiast mówić tylko: „Świetnie grałeś”. A jeśli ciężko pracował, żeby dotrzeć do piłki, chwaliłem go za wysiłek.

Zgodnie z obietnicami badań, ta skupiona pochwała pomogła mu dostrzec strategie, które mógł zastosować następnego dnia. Niesamowite było to, jak zauważalnie skuteczna była ta nowa forma pochwały.

Prawdę mówiąc, podczas gdy mój syn radził sobie dobrze w nowym systemie pochwał, to ja cierpiałam. Okazało się, że to ja byłam prawdziwą fanką pochwał w rodzinie. Chwalenie go za konkretną umiejętność lub zadanie sprawiało, że ignorowałam i niedoceniałam inne jego aspekty. Zrozumiałam, że chwalenie go uniwersalnym „Jesteś wspaniały – jestem z ciebie dumny” było sposobem, w jaki wyrażałam bezwarunkową miłość.

Chwalenie stało się swego rodzaju panaceum na lęki współczesnego rodzicielstwa. Z życia naszych dzieci, od śniadania do kolacji, podkręcamy atmosferę, gdy wracamy do domu. W tych kilku wspólnych godzinach chcemy, żeby usłyszały to, czego nie możemy powiedzieć w ciągu dnia – jesteśmy po twojej stronie, jesteśmy tu dla ciebie, wierzymy w ciebie.

W podobny sposób narażamy nasze dzieci na stres, szukając najlepszych szkół, jakie możemy znaleźć, a następnie nieustannie je chwalimy, aby złagodzić napięcie w tych środowiskach. Oczekujemy od nich tak wiele, ale ukrywamy nasze oczekiwania pod ciągłymi, pełnymi zachwytu pochwałami. Ta dwulicowość stała się dla mnie rażąca.

W końcu, w końcowej fazie wycofywania pochwał, zdałem sobie sprawę, że nie mówiąc synowi, że jest mądry, pozostawiam mu możliwość samodzielnego wyciągnięcia wniosków na temat swojej inteligencji. Wtrącanie się z pochwałami jest jak zbyt wczesne udzielanie odpowiedzi na zadanie domowe – pozbawia go to szansy na samodzielne wyciągnięcie wniosków.

A co jeśli wyciągnie błędne wnioski?

Czy naprawdę mogę zostawić tę sprawę jemu, skoro jest w jego wieku?

Nadal jestem lękliwym rodzicem. Dziś rano, w drodze do szkoły, zapytałem go: „Co się dzieje z twoim mózgiem, kiedy zaczynasz myśleć o czymś trudnym?”

„Rośnie jak mięsień” – odpowiedział, mając już wcześniej świetne doświadczenie w tej dziedzinie.

Inspired? Share: