Zawartość
1. Otwarcie i wdzięczność 2. Noc styczniowa 3. Głos 4. Historia Lobsanga 5. Pobudka 6. ZakończenieDziękuję. Dziękuję. Dziękuję, Wakanyi. I Stephen, dziękuję również za wprowadzenie i umożliwienie nam wysłuchania Howarda [Thurmana] i głębi jego spostrzeżeń. Właściwie nigdy nie potrafiłbym wyjaśnić, co mi się przydarzyło dwadzieścia trzy lata temu, dosłownie co do dnia. Było to w środku stycznia, w mroźną, zimową noc w Bostonie.
Ale słuchając tego, co powiedział Howard, teraz w pełni rozumiem głębię tego, co mi się przydarzyło tamtego dnia – dźwięk autentyczności. Miałem okazję… Cóż, zanim zacznę, chciałem również podziękować wam wszystkim za poświęcenie mi chwili, by wysłuchać tej historii. Nigdy wcześniej nie dzieliłem się nią publicznie, a możliwość zrobienia tego tutaj, w tej świętej przestrzeni i tym świętym spotkaniu z wami wszystkimi, sprawia, że jest to dla mnie tak ważne i wyjątkowe.
To wydarzenie wciąż we mnie rezonuje i myślę, że będzie rezonować ze mną przez długi, długi czas. Naprawdę, naprawdę to doceniam.
Tak więc w czwartkowy wieczór, w połowie stycznia 2011 roku, przeczytałem w „The Globe” artykuł o młodym, dwudziestodziewięcioletnim tybetańskim mnichu buddyjskim. Przeprowadził się do Massachusetts zaledwie kilka miesięcy wcześniej i nauczał w kościele First Parish Church w Concord. Nie miałem żadnego doświadczenia z buddyzmem.
Nigdy wcześniej nie siedziałem przed tybetańskim mnichem buddyjskim. Postanowiłem więc pojechać tam w czwartek wieczorem, żeby po prostu tam być i doświadczyć tego doświadczenia. Usiadłem na krześle. Słuchając Lobsanga Phuntsoga, niemal natychmiast po tym, jak zaczął mówić, nie tylko poczułem, że jego słowa mają znaczenie, ale także poczułem, że to człowiek, który ucieleśnia wszystko, co mówi.
Żył tym, co mówił, i im więcej mówił, tym bardziej jego słowa do mnie trafiały. Jednym z tybetańskich słów, które mi przedstawił tamtej nocy, jest dżhamtse, a dżhamtse oznacza miłość i dobroć w najgłębszym znaczeniu obu słów, po obu stronach medalu. I dalej mówił o tym, jak to wszystko w nas tkwi.
To leży w naszej wrodzonej naturze i dzięki treningowi umysłu można odrzucić warstwy, by dotrzeć do źródła prawdy, do zera. W połowie jego dziewięćdziesięciominutowego przemówienia poczułem w piersiach ciepłe wibracje, które dały mi poczucie spokoju i zadowolenia, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem.
„Dzięki treningowi umysłu możesz usunąć warstwy, aby dotrzeć do źródła prawdy, dojść do zera”.
W tym samym czasie pojawiło się to uczucie – dało mi spokój i zadowolenie – głos, nie z mojej głowy, nie wiem, skąd się wziął. Był to głos łagodny, ale też stanowczy i powiedział: „To prawda”. Później, gdy dowiedziałem się więcej, mogę spojrzeć wstecz na to doświadczenie i zrozumieć, o czym mówił Howard.
„To był łagodny, ale też stanowczy głos, który mówił: «To jest prawda»”.
Ale w tamtej chwili nie chodziło tyle o słowa, które wypowiadał – chodziło o to, że jego wewnętrzna prawda wniknęła we mnie, zapukała do drzwi mojej wewnętrznej prawdy i powiedziała: „Hej, człowieku, posłuchaj tego, bo chcę się z tobą czymś podzielić”. Pamiętam, że tamtej nocy łzy napłynęły mi do oczu.
Jechałem do domu i byłem bardzo podekscytowany, że mogę opowiedzieć żonie, co się stało. Przytuliła mnie i powiedziała: „Cieszę się, że jesteś zadowolony, i cieszę się, bo jesteś szczęśliwy”. Wtedy, czego jej nie powiedziałem – na miejscu, a usłyszałem to dziś wieczorem ze słów Howarda – to to , że postanowiłem poświęcić życie podążaniu tą drogą.
Otworzyło się przed moimi oczami i wywarło na mnie tak głęboki wpływ, że powiedziałem: „Będę podążać tą ścieżką i nauczę się tyle, ile tylko będę mógł, jak pozostać na tej ścieżce, w tej Jhamtse, miłości i współczuciu, i jak wytrenować swój umysł, aby dotrzeć do mojej wewnętrznej prawdy”. Przez siedem lat miałem okazję bardzo blisko z nim współpracować, gdy mieszkał w okolicach Bostonu.
Jedną rzeczą, o której powinienem wspomnieć w kontekście mężczyzny, którego wewnętrzna prawda poruszyła moją wewnętrzną prawdę, jest to, że został porzucony tuż po urodzeniu przez niezamężną matkę. Został pozostawiony w wychodku. Odkryli go dziadkowie i wychowywali go tylko do siódmego roku życia, ponieważ bardzo się męczył.
Kilkakrotnie próbował popełnić samobójstwo, a dziadkowie wysłali go do klasztoru w południowych Indiach, gdzie spędził dwadzieścia lat i przeżył tam transformujące doświadczenie. To człowiek, który, porzucony przy narodzinach, później założył dom i szkołę dla dzieci takich jak on – tak zwanych nieproszonych gości we wszechświecie.
I miał zamiar nazwać tę społeczność Jhamtse Gatsal, co oznacza ogród miłości i współczucia. I do dziś nie do końca rozumiem, jak ktoś, kto został odrzucony przy narodzinach, kto uważa się za nieproszonego gościa we wszechświecie, mógł stworzyć ogród miłości i współczucia dla dzieci, który – po osiemnastu latach – faktycznie zmienia modele edukacji w całych Indiach.
Osiemnaście lat później społeczność Jhamtse Gatsal zmienia obecnie model edukacji w całych Indiach.
To niesamowita historia. Rozmawialiśmy dziś rano o zmianie edukacji i jest ku temu okazja. Pomogłem Lobsangowi założyć organizację non-profit w roku 2005, na rok przed otwarciem wspólnoty. Moja podróż i wewnętrzna transformacja są głęboko związane z tą podróżą i misją Jhamtse.
Ale z dzisiejszej porannej rozmowy dowiedziałem się również, że istnieje pewna dychotomia między pracą wewnętrzną a pracą zewnętrzną związaną z tym, co robię. Poświęcam dużo czasu pracy zewnętrznej w tej organizacji non-profit i staram się ją rozwijać. Staram się również pogłębiać swoją wewnętrzną transformację i praktykę, ale ostatnio mam z tym problem.
Ale tej jesieni znów poczułem się oświecony przez Lobsanga. Byliśmy razem na odosobnieniu w Europie, aby porozmawiać o naszej przyszłości i o tym, dokąd zmierzamy z Jhamtse oraz o miłości i współczuciu we wspólnocie Jhamtse Gatsal w ciągu najbliższych dziesięciu do dwudziestu lat. Rozmawialiśmy o globalnej misji, której celem jest ożywienie ludzkiego ducha i odbudowanie wspólnoty.
Lobsang spojrzał na nas wszystkich i powiedział: „Jeśli mamy wyruszyć na globalną misję, by dzielić się Jhamtse ze światem i dzielić się miłością i współczuciem w najbardziej znaczący sposób, jaki jest możliwy” — bo nie chodzi tylko o dzieci, ale o nas wszystkich, abyśmy dotarli do prawdziwego źródła prawdy — w zasadzie powiedział nam: „Jeśli naszą misją jest rozpalanie ludzkiego ducha i odbudowa ludzkiej wspólnoty, to wy musicie być tą misją”.
„Jeśli naszą misją jest odrodzenie ludzkiego ducha i odbudowa ludzkiej wspólnoty, musicie być tą misją. Musicie ucieleśniać tę misję”.
Musisz ucieleśniać misję. Wtedy nie wspomniał o Gandhim, ale to bardzo przypomina słowa Gandhiego – że moje życie jest moim przesłaniem. Więc w tym momencie – to było tej jesieni, kiedy mi to powiedziano – później tego wieczoru wróciłem do pokoju hotelowego, otworzyłem skrzynkę odbiorczą i znalazłem e-mail od Nipuna i Audrey z zaproszeniem na to wydarzenie. Pomyślałem sobie: „Dobra, muszę się naprawdę skupić nie tylko na pracy zewnętrznej i na rozwoju naszego globalnego modelu, ale także na tym, jak mam wykonać najważniejszą pracę, dotrzeć do tych dziewięćdziesięciu procent pod górę lodową i naprawdę skupić się na tym, by pozostać w zgodzie ze swoim prawdziwym wewnętrznym ja?”.
A potem dostałam zaproszenie, żeby tu przyjechać. Prawie mi się nie udało. Decyzję podjęłam dopiero w poprzednią niedzielę – to była czternasta. Wy, chłopaki, ściągnęliście mnie tutaj, bo wiedziałam, że będę potrzebować pomocy. Aby kontynuować swoją drogę i wewnętrzną transformację, musiałam znaleźć się w gronie ludzi takich jak wy, którzy pomogą mi pogłębić praktykę i pozostać w kontakcie z tym, kim naprawdę jestem.
Przyciągnąłeś mnie tutaj. To była dla mnie pielgrzymka i nie potrafię Ci za to wystarczająco podziękować. Nie potrafię Ci za to wystarczająco podziękować, że wysłuchałeś tej historii. I za to, że wspólnie odbywamy tę podróż, by, jak sądzę, dotrzeć do tego samego miejsca – jestem za to bardzo wdzięczny i bardzo Ci dziękuję.