Życzliwość rozlewa się po centrum handlowym

Podczas ubiegłomiesięcznego rekolekcji dla młodzieży, grupa z nas zebrała się przed pobliskim centrum handlowym, aby wykonywać okazjonalne akty dobroci – oferować nieznajomym nimbu paani i rysowane ręcznie kartki.

Podszedł do nas ochroniarz i zapytał: „Czy wzięliście pozwolenie?”

I stało się to dla nas potężną metaforą do refleksji! Że naszym światem rządzi być może tak dominująca logika quid pro quo, że aby być życzliwym, trzeba szukać pozwolenia. I to nawet skłoniło nas do zastanowienia się – czy dajemy sobie wystarczająco dużo pozwolenia, by wyjść poza schemat i doświadczyć transformującej mocy hojności w naszym życiu?

Jeśli zastanawiasz się, co się stało, czytaj dalej...

Zaproponowaliśmy strażnikowi ciasteczko nimbu pani, a jeden z wolontariuszy spontanicznie narysował własnoręcznie wykonaną kartkę dla matki innego strażnika. Poszliśmy nawet poprosić kierownika o pozwolenie, które było wdzięczne i chętnie zaakceptowane.

Potem trochę się martwiliśmy, jak podejść do ludzi. Mogli wejść do galerii handlowej, żeby obejrzeć film, który zaraz się zacznie, albo jeśli przyszli zjeść pyszne jedzenie, czy nie będzie niezręcznie zaoferować im zwykłego Nimbu Pani? Na szczęście po drodze zebraliśmy też kilka serduszek, żeby oznaczyć ludzi.

Poza tym, ponieważ ręcznie robiliśmy kartki, niektórzy z nas mieli zerowe umiejętności plastyczne (podczas gdy inni wiedzieli, co robią!). Ale piękno wspólnych eksperymentów polega na tym, że dają nam one zbiorową, progową odwagę, by się na to zdecydować. :) W chwili zwątpienia ktoś inny się zgłasza. W chwili słabości ktoś trzeci wskakuje. I tak dalej!

Wkrótce zobaczyliśmy mężczyznę po trzydziestce, idącego z dwójką dzieci. Vishakha podszedł do nich, wręczył im przypinki w kształcie serduszek, kartkę dla dzieci i nimbu paani dla ich ojca. Co więcej, dziewczynka, mająca około 7 lat, tak się wciągnęła, że ​​spędziła z nami kolejne 20 minut, losując kartkę dla kogoś innego. Ich ojciec był głęboko poruszony i zaprosiliśmy go do naszego ośrodka.

Są ludzie, do których łatwo nawiązujesz kontakt. Są też tacy, o których umysł podsuwa ci z góry przyjęte wyobrażenia – czy to na podstawie ubioru, stylu chodzenia, czy mówienia. Było kilka pań, z którymi unikaliśmy kontaktu. Czuliśmy, że wyjaśnienie im tego może być trudne. I nagle, po kilku minutach, same do nas zadzwoniły z ciekawości. Były tak wzruszone, że poprosiły o długopis i kartkę papieru i napisały dla nas kartkę, żeby nas pocieszyć.

Sprzedawca lodów był tak wzruszony, widząc to wszystko, że zaczął nas namawiać, żebyśmy podarowali sobie lody. Chociaż lody wyglądały pysznie, kilku z nas podeszło i spróbowało podziękować mu za uprzejmość, odmawiając jednocześnie. Ponieważ się nie zgodził, Jay spróbował klasycznej indyjskiej metody odmowy: „ accha, agli baar pakka” (Na pewno weźmiemy to następnym razem). Ale wujek dał nam lekcję perswazyjnej uprzejmości. Sprawdził nasz blef i powiedział: „Koi tum log next time nahi aane waale ho. Chalo abhi lo”.

Wtedy się rozpłynęliśmy. :) Bo jak można odmówić tak czułej ofierze? Aby być świadomymi tej miłości, poprosiliśmy go, żeby nie rozrywał po jednym opakowaniu dla każdego z nas, ale dał nam tylko jeden kubek lodów jako swoje błogosławieństwo. A potem wszyscy podzielimy się z tego kubka. :)

To całkiem naturalne, że kiedy zaczynaliśmy to ćwiczenie, wszyscy byliśmy trochę niespokojni, trochę przestraszeni. Niektórzy nawet wydawali się nieco cyniczni. To znaczy, nikt z nas nie próbował czegoś takiego poza centrum handlowym. Ale potem jeden z cynicznych ludzi podszedł z zupełnie inną energią i powiedział, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział – widoku obcej osoby poruszonej mocą miłości i że to coś, czego nie zapomni do końca życia.

I mnóstwo innych atrakcji! Kolaż wideo z rekolekcji można zobaczyć tutaj .

Inspired? Share: