W niedawnym przemówieniu Emmanuel Vaughan Lee, założyciel magazynu Emergence, powiedział:
„ Modlitwa, będąca aktem pamięci i czci Ziemi jako świętości, zmiata kurz zapomnienia, który spowił nasze życie, i utrzymuje Ziemię w naszych sercach z miłością. Niezależnie od tego, czy modlitwa i uwielbienie pochodzą z tradycji duchowej lub religijnej, czy też są poza nią, wprowadzają nas w relację z tajemnicą, która nie tylko się wokół nas rozwija, ale także żyje w nas. Kiedy pamiętamy, że jesteśmy połączeni ze wszystkim, co istnieje, stale rosnący podział między duchem a materią może zacząć się zabliźniać. ”
Nie wiem jak wszyscy inni uczestnicy tego apelu, ale w wielu miejscach, w których się znajduję, odczuwam smutek z powodu zbiorowej utraty pamięci o naszej nierozerwalności z Ziemią. Ale w społecznościach rdzennych to nie jest zapomniane. To żywe doświadczenie. Ale nawet tam trzeba się zmagać z podtrzymywaniem tej pamięci. Czuję rosnącą potrzebę pamiętania poprzez zapominanie tego, co wiemy, i przyjmowanie nowych sposobów poznawania. Myślenie rdzennych mieszkańców jest głęboko zakorzenione w praktykowaniu ekologii duchowej, która jest holistycznym sposobem oddawania czci całej Ziemi jako jednej istocie. Jesteśmy nierozerwalnie związani z ziemią, tak jak wiatr jest nierozerwalnie związany z dymem wulkanu. Ekologia duchowa to pamięć – kiedy rdzenni mieszkańcy modlą się do Boga Słońca, Boga Księżyca lub Matki Ziemi, robią to, aby podtrzymać tę pamięć przy życiu.
Najważniejsze pytanie, przed którym stoimy, brzmi: Jak możemy ucieleśniać wartości, które mogą ożywić tę pamięć? Wierzę, że możemy to zrobić, aktywując rdzenną mentalność. Rdzenni mieszkańcy na całym świecie podtrzymują tę pamięć poprzez modlitwę i pieśni. Oto odpowiedź. Nie musimy wymyślać nowych historii ani nowych sposobów bycia. Musimy po prostu pamiętać o pradawnych pieśniach naszych serc.
Jako mała dziewczynka dorastająca w Kenii, gdzie byłam najmłodszą członkinią chóru kościelnego, moja mama zawsze powtarzała, że śpiewanie to podwójna modlitwa. Wyobrażam sobie, co miała na myśli, mówiąc, że śpiewanie pochodzi z modlitwy w sercu, więc śpiewając, modlisz się i śpiewasz modlitwę również innym, więc modlisz się dwa, a może trzy razy. Śpiewanie jest nieskończoną formą modlitwy. Duchowość ekologiczna, którą można obudzić pieśniami i modlitwą do Matki Ziemi, to nasza droga powrotu do tej pierwotnej relacji z samym sobą i jako zbiorowość, powrót do naszej pierwotnej Matki.
To jest duch Ubuntu. Ubuntu to afrykańska logika lub inteligencja serca. W wielu kulturach na kontynencie afrykańskim słowo Ubuntu oznacza bycie człowiekiem i jest ujęte w powiedzeniu: „ Człowiek jest osobą poprzez inne osoby”. Chociaż jest to bardzo afrykański duch wspólnotowej przynależności, który jest również ujęty w powiedzeniu: „ Jestem, ponieważ jesteśmy ”, niedawno zostałem skierowany do irlandzkiego powiedzenia, które tłumaczy się jako: „ Pod opieką innych ludzi mieszkają ludzie”. To irlandzka wersja Ubuntu. Zatem Ubuntu ma tę szczególną i uniwersalną moc, która rezonuje ze starożytnymi tradycjami i pierwotnym sposobem ponownego połączenia się z naszym prawdziwym „ja” i powrotu do jednej świadomości.
Ubuntu to nieustanne przypominanie sobie, kim jesteśmy jako kolektyw i kim każdy z nas jest jako część tego kolektywu jako potomstwo Ziemi. Ubuntu to sztuka ciągłego godzenia się z ewoluującym poczuciem siebie. To poczucie siebie to kultywowana świadomość. Nie ma końca stawaniu się świadomym. To jak cebula, której warstwy są obierane, aż w końcu nie pozostaje nic poza krążkiem podstawy, czekającym na wyrośnięcie nowych liści. Jeśli kroiłeś wiele cebul, tak jak ja, zauważysz, że w rdzeniu cebuli jest więcej cebuli. Sama warstwa to w rzeczywistości liść. Sam środek nie ma nazwy, ponieważ to po prostu młodsze liście wyrastające z krążka podstawy. I tak jest z nami. Jesteśmy warstwami potencjału i obierając te warstwy, zapraszamy potencjał do narodzenia się na nowo, ponieważ na końcu ostatniej warstwy jest nowy wzrost. Róże robią to samo i lubię wyobrażać sobie, że wszyscy jesteśmy kwiatami, które kwitną i zrzucają, kwitną i zrzucają nowe warstwy naszego stawania się bardziej ludzkim.
Jeśli nie zaakceptujemy tego jako naszego indywidualnego i zbiorowego celu, nie będziemy się rozwijać, a zatem i Ziemia nie będzie rosła.
W tym miejscu chciałbym zacytować wielką Mayę Angelou, która wielokrotnie mówiła o wzroście:
Większość ludzi nie dorasta. To cholernie trudne. Większość ludzi po prostu się starzeje. Taka jest prawda. Honorują swoje karty kredytowe, znajdują miejsca parkingowe, biorą śluby, mają czelność mieć dzieci, ale nie dorastają. Nie do końca. Starzeją się. Ale dorastanie kosztuje fortunę, fortunę .
Jeśli jesteśmy ziemią, a ziemia jest nami wszystkimi, to naszym głównym zadaniem jest wzrost! W przeciwnym razie Ziemia nie będzie się rozwijać. Możemy wybrać, czy chcemy się ROZWIJAĆ, czy dalej się STARZEĆ. Aktywowany Ubuntu to aktywowana wolna wola. To wybór, czy wykiełkować (dorosnąć), czy skamienieć (starzeć się).
Ten biznes, czyli dorastanie, to w istocie to, co oznacza aktywowanie Ubuntu. Stać się człowiekiem. To proces. Nie ma początku ani końca. Po prostu przejmujesz pałeczkę od miejsca, w którym skończyli twoi przodkowie, odkurzasz kilka warstw, a potem uczysz się rozwijać w określony sposób, odpowiedni dla pokolenia i czasów, w których żyjesz. A potem przekazujesz ją dalej.
Poproszono mnie również o opowiedzenie o doświadczeniu religijnym, które mnie ukształtowało, a ja nie mam jednego, konkretnego doświadczenia. Moje doświadczenie religijne to codzienna czynność narodzenia się na nowo każdego ranka.
Mam zwyczaj, może nieco dziwaczny, mówić sobie „cześć” każdego ranka, gdy tylko otworzę oczy i moje stopy dotkną ziemi. Niezależnie od tego, gdzie jestem, pierwszą rzeczą, jaką robię po przebudzeniu, jest:
„ Cześć! Cześć! Miło cię dziś poznać ”, a czasem nawet żartobliwie odpowiadam: „ Cześć, miło cię poznać. Jestem tu, żeby cię widzieć”. I odpowiadam swojemu nowemu „ Widzę cię”.
Zachęcam Cię do ćwiczenia patrzenia na siebie w lustrze i witania swojego nowego „ja” z ciekawością. Z dnia na dzień stałeś się nową osobą i to zaszczyt spotkać to nowe „ja” żywe w swoim fizycznym ciele.
Wierzę, że nieustannie umieramy i rodzimy się na nowo fizycznie, aż do dnia, w którym nasze fizyczne ciała stracą swoją fizyczność, a pozostanie tylko duch, wolny od ciała, wolny od grawitacji. Wolny, by rozkwitać w każdej chwili i w każdej formie.
Kiedy zmarła moja babcia ze strony matki, miałam 10 lat i nie rozumiałam pojęcia śmierci. To był też pierwszy raz, kiedy zobaczyłam i usłyszałam płaczącego ojca. To było szokujące. Na pogrzebie dużo mówiono o zaakceptowaniu faktu, że odeszła fizycznie, ale zawsze będzie z nami duchem. Tego również nie rozumiałam. Kilka tygodni po jej śmierci miałam przerażający sen. Byłam w kościele, była niedzielna msza, a nasz kościół miał kiedyś oddzielne toalety, do których trzeba było dojść pieszo, w odizolowanej części kompleksu kościelnego. Poszłam więc do łazienki i ponieważ wszyscy inni byli w kościele, na zewnątrz było upiornie cicho i trochę przerażająco. Szłam z powrotem do kościoła, gdy poczułam, że ktoś za mną idzie. Odwróciłam się zła, to była moja babcia. Wyglądała inaczej. Nie była ani dobra, ani zła. To było dziwne połączenie wyrazu twarzy, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam u nikogo. Skinęła na mnie, żebym do niej podeszła. Część mnie chciała za nią pójść, ale część mnie czuła się fizycznie zakorzeniona w ziemi. W końcu zebrałam się na odwagę i powiedziałam: „ Nie, Cucu! Wracaj i pozwól mi wrócić do kościoła! ”. Zniknęła. Wbiegłam do kościoła. To był koniec mojego snu.
Kiedy podzieliłam się tym z mamą, wyjaśniła, że moja Cucu zaspokoiła moją ciekawość. Chciałam wiedzieć, dokąd poszła, a ona wróciła, żeby mi to pokazać. Dała mi też wybór: albo tam pojechać, albo zostać na Ziemi i się rozwijać. Wybrałam zostać tutaj i rozwijać się, i właśnie to robię każdego dnia. Akceptuję rozwój. Wszyscy się skamieniamy. Moja babcia miała prawie 90 lat, kiedy zmarła. Dorosła i zestarzała się.
Niedawno słuchałem wywiadu z Jane Goodall, którą zapytano, na jaką kolejną przygodę czeka z niecierpliwością. Odpowiedziała, że śmierć jest jej kolejną przygodą. Dodała, że jest ciekawa, co czeka ją po śmierci.
Kiedy będę miał 90 lat, chcę o tym pamiętać. Tymczasem będę nadal codziennie spotykał się ze swoim nowym ja, z zamiarem odrzucenia nowej warstwy i wpasowania się w pełnię jednej świadomości. To jest moje codzienne doświadczenie duchowe lub religijne.
Może dorastanie i starzenie się oznacza, że musimy stawać się coraz mniejsi każdego dnia, by powrócić do tej drobinki gwiezdnego pyłu, która idealnie pasuje do tej jednej gwiazdy, jaką jest wszechświat. Zatem rozwój jest tym, co musimy zaakceptować, aby Ziemia naprawdę dorosła i stała się nową gwiazdą złożoną z całego naszego gwiezdnego pyłu. A rozwój wymaga nowych form poznania, a nawet nowych fizycznych form poznania.
Wierzę, że żyjemy w epoce narodzin, która została silnie ukształtowana w formie boskiej kobiecości, i nie potrafię wyobrazić sobie żadnej innej energii bardziej potrzebnej niż energia douli, która pomaga matce biologicznej.
Mój przyjaciel filozof powiedział mi niedawno: „ Historia się skończyła! ”. To, co pojawiło się w moim sercu, lub to, jak jego słowa do mnie dotarły, ujawniło kolejną prawdę. Jego historia się skończyła. Jej historia się zaczyna. Jej historia została opowiedziana poprzez jego historię. Głos kobiecości w końcu może przemówić.
Jesteśmy powołani, by być doulą i przyszłą matką. By pomóc w narodzinach nowego świata. Jednocześnie jesteśmy dziećmi nowej Ziemi.
A ponieważ wychowałam się zarówno w wierze chrześcijańskiej, jak i w tradycji rdzennej, matka, a właściwie matka Chrystusa, była również symbolem Matki Ziemi. Jest pieśń, którą śpiewaliśmy na cześć Czarnej Madonny z Dzieciątkiem i kiedy ją ćwiczyłam, uświadomiłam sobie, że jest to pieśń o Matce Ziemi i o tym, jak wiele poświęciła, by nas wszystkich narodzić. Myślę, że jest znowu w ciąży ze wszystkimi naszymi ciężarami, traumami, marzeniami, nadziejami i aspiracjami, a kiedy kobieta jest w ciąży, przynajmniej w mojej tradycji, chwalimy ją, świętujemy, obsypujemy miłością i błogosławieństwem i życzymy jej łatwego i gładkiego porodu. Zazwyczaj to radosne ciocie pojawiają się w chwili narodzin, śpiewając i tańcząc, gotowe, by z miłością owinąć noworodka i nakarmić matkę pożywnym pokarmem z ziemi.
Oto więc pieśń sławiąca matkę. Choć jest to pieśń o Maryi, Matce Jezusa, dla mnie jest to pieśń o matce w każdym z nas. Dlatego oddaję hołd macierzyńskiej energii, która rodzi i zapraszam nas, abyśmy stały się śpiewającymi doulami, radosnymi ciotkami na sali porodowej, i dodały otuchy rodzącej matce.