zapalił się.
Richie: A w punkcie zwrotnym mamy artykuł, który Jon i ja opublikowaliśmy wspólnie w 2003 roku, który jest właściwie moją najczęściej cytowaną pracą naukową.
Jon: Tak mi mówią.
Richie: Więc ci mówią? Tak. I to było badanie, które faktycznie przeprowadzono tutaj, w Madison w stanie Wisconsin, gdzie teraz mieszkamy z Cortem. Przeprowadzono je wśród pracowników firmy biotechnologicznej z branży high-tech, którzy początkowo twierdzili, że ich życie jest piękne i że – odczuwali bardzo mało stresu. Ale było zupełnie jasne, że ich życie było pełne wyzwań. Badaliśmy wpływ kursu MBSR, który faktycznie odbywał się na miejscu, prowadzonego przez samego Jona, przez osiem tygodni. Przyleciał do Madison na 10 kolejnych tygodni, żeby to zrobić. Ale to był naprawdę punkt zwrotny.
Richie: To było pierwsze randomizowane badanie kontrolowane dotyczące redukcji stresu opartej na uważności. Wykazało ono zmiany w mózgu i układzie odpornościowym, w tym wzrost miana przeciwciał przeciwko szczepionce przeciw grypie, co wskazywało na to, że szczepionka działała skuteczniej u uczestników losowo przydzielonych do treningu MBSR. To było więc niezwykłe otwarcie i, jak sądzę, zapoczątkowało współczesną erę badań naukowych nad medytacją.
BRAMA JEST PROBLEMEM
Poznaj ludzi tam, gdzie są
Cortland: Jednym z elementów, który uważam za genialny zarówno w sposobie, w jaki ująłeś redukcję stresu opartą na uważności, jak i w wielu pracach naukowych, i we wszystkim, co wydarzyło się od tamtej pory – a jestem w pewnym sensie żywym przykładem tego, co zamierzam powiedzieć – jest to, że nie zaczęło się to od jakiejś abstrakcyjnej metody medytacyjnej, której ludzie nie rozumieliby, z którą nie rezonowaliby ani która by ich nie interesowała. Zaczęło się od rzeczywistych problemów. Zaczęło się od klasycznego „spotykaj się z ludźmi takimi, jakimi są”.
Cortland: Miałem całkowitą alergię na wszystko, co przypominało religię lub zorganizowaną religię. Ale cierpiałem. Miałem mnóstwo lęków, o czym wielokrotnie wspominałem. Miałem ogromną fobię na punkcie wystąpień publicznych. Więc gdybym ja z 1993 roku był tu z wami na ekranie, dostałbym ataku paniki. Dosłownie dostałbym ataku paniki.
Cortland: A więc dla mnie, lektura twojej książki i sposób, w jaki ją przedstawiłeś, wywołały dwie rzeczy – dwie naprawdę, naprawdę ważne rzeczy, których, moim zdaniem, tak wielu z nas potrzebuje i które otwierają przed nami drzwi. Po pierwsze: zmagamy się z trudnościami, wszyscy mamy jakieś wyzwania w życiu. Jeśli to nie lęk, to coś. A w dzisiejszych czasach te liczby są zawrotne, jak wspomniałeś wcześniej, Jon.
Cortland: I pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było po prostu pokazanie: „O, oto coś, co możesz zrobić. Oto sposób na poradzenie sobie z tym wyzwaniem, które masz w życiu. I nie jest to takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Jest tuż przed tobą. Musisz się tylko czegoś nauczyć”.
Cortland: A druga rzecz jest taka, że problem – jak dla mnie, ten lęk – otwiera cały świat rzeczy, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. To trochę jak świat możliwości dla ludzkiego umysłu, o którym większość z nas nie wie, dopóki te drzwi się nie otworzą. Ale problem tkwi w bramie, prawda? Muszę usłyszeć: „Tak, jestem teraz wypalona. Jestem zestresowana. Mam problemy w związkach” czy cokolwiek innego. I tak do tego podchodzisz, ale potem zaczynasz dostrzegać, że to otwiera cały świat możliwości dla twojego życia, dla twojego człowieczeństwa. To po prostu niesamowite.
Więcej w Tobie racji niż zła
Jon: To dlatego, że poznajesz siebie jako człowieka. Nie jest tak, że coś z tobą jest nie tak. Możesz sobie wmawiać, że coś ze mną jest nie tak, bo odczuwam ból, mam depresję, lęki albo całe moje życie jest popieprzone. Ale od samego początku nasza perspektywa była słuszna – dopóki oddychasz, jest z tobą więcej dobra niż zła. I będziemy wlewać energię w postaci uwagi w to, co z tobą jest w porządku. Zobacz, co się stanie, gdy będziemy ćwiczyć ten mięsień, gdy będziemy trenować i uczyć się go ćwiczyć.
Jon: Tak, jestem bardzo wzruszony, że tak mówisz, ponieważ w pewnym sensie reprezentujesz sedno tego, co MBSR miało na celu — zasadniczo miało to być bardzo szerokie wsparcie dla osób, które z różnych powodów wypadły z systemu opieki zdrowotnej, a następnie wyzwanie dla nich, aby zrobili coś dla siebie, czego nikt inny na świecie nie może zrobić za nich, i wiara, że to jest możliwe.
Paradoks niedziałania
Jon: Chociaż tutaj wchodzimy w zabawny język, bo to nie jest działanie. To trochę jak ortogonalny obrót świadomości, który jest wymagany od samego początku. I mówimy: „Tak, przyszliście tutaj, ale co zrobimy? Nic. Nauczymy się, jak być, a nie działać, i nie będziemy identyfikować się z „moją diagnozą”.
Jon: Jednym ze sposobów jest skupienie się na zaimkach osobowych, takich jak „moja diagnoza”. Bo to brzmi tak: czy jesteś swoją diagnozą, czy czymś więcej niż tylko diagnozą? A potem: kim jesteś? To już jest koan.
Jon: A jeśli robisz to umiejętnie, nie zrażając ludzi jakimś azjatyckim, dziwnym językiem, ale z punktu widzenia, w którym naprawdę dostrzegasz istotę każdej istoty ludzkiej – oczywiście pierwszą rzeczą, jaką zrobią, będzie to poczuć. I to nazywa się współczuciem, ale nie jest to współczucie wyimaginowane. To autentyczne uznanie człowieczeństwa drugiej osoby. I wszyscy nauczyciele MBSR – mam na myśli, że nie możesz być nauczycielem, jeśli nie rozumiesz, co właśnie powiedziałem i jak to się przejawia. Bo nie jestem pewien, czy da się tego w ogóle wytrenować, ale jak to się przejawia u ludzi, którzy są pociągani do tego rodzaju pracy.
Jon: Cóż, po pierwsze, musisz mieć własną, głęboką praktykę medytacyjną i bardzo, bardzo dbać o to, jak dzielić się nią z innymi, nie sprzedając niczego, nie wciskając im kitu ani nie obiecując rezultatów, bo najlepsze rezultaty wynikają z braku przywiązania do rezultatów. Wiąże się z tym wiele różnych paradoksów.
Zaprzyjaźnić się z bólem
Jon: Można powiedzieć, że szanse na powodzenie w 1979 roku były bliskie zeru. Powodem, dla którego się udało, było prawdopodobnie to, co właśnie powiedziałem, ale także fakt, że osoby kierowane do nas pochodziły z klinik leczenia bólu i innych klinik, w których pacjenci mieli średnio ośmioletnią historię swoich głównych dolegliwości i żadnej poprawy. Byli więc gotowi na wszystko. Bo to było jak: „Wytnij to ze mnie”. Ale jeśli przeszedłeś cztery nieudane operacje, nie możesz już wyeliminować bólu. Musisz się nauczyć – i nie mówię tego beztrosko – po prostu nauczyć się z nim zaprzyjaźnić w pewien sposób.
Jon: I tak, to jest — i teraz myślę, że możesz mi powiedzieć, NIH, czy nie kładzie nacisku na medycynę partycypacyjną jako na jedno ze swoich czterech P, czy coś w tym stylu — że ważne jest, aby ludzie uczestniczyli we własnej trajektorii w kierunku lepszego zdrowia w ciągu całego życia?
Richie: Tak. Tak, tak. Tak, nie, myślę, że to robi postępy na wiele sposobów. I myślę, że ta praca była niezwykle ważna, pomagając w rozwoju w tym kierunku.
Dotarcie do tych, którzy najbardziej tego potrzebują
Richie: Jedną z rzeczy, o których chcieliśmy z tobą porozmawiać, Jon: choć myślę, że to, co powiedziałeś wcześniej, jest z pewnością absolutną prawdą – jeśli porównasz liczbę osób, odsetek populacji medytującej dzisiaj z tym, co było, gdy zaczynałeś pod koniec lat siedemdziesiątych, to jest to bardzo, bardzo różna sytuacja. A jednak nadal większość ludzi nie medytuje. A wielu z nich cierpi. Wielu z nich szuka sposobów na zmniejszenie swojego cierpienia. I zastanawiam się, jakie są twoje refleksje na temat ludzi, którzy są ratownikami medycznymi, nauczycielami w szkołach publicznych, pracownikami służby zdrowia, których życie jest bardzo skomplikowane – powiedzą ci, że nie mają 45 minut dziennie. Czy są rzeczy, które poleciłbyś tym ludziom, które twoim zdaniem byłyby pomocne, autentycznie pomocne, w podążaniu tą drogą?
MEDYCYNA DLA LUDZKOŚCI
Pełna katastrofa na planecie Ziemia
Jon: Zacznę od tego, że w 1990 roku – albo pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy pisałem swoją pierwszą książkę „ Full Catastrophe Living ” – mój redaktor powiedział mi: „Jon, nie możesz umieszczać słowa „katastrofa” w tytule tej książki. Nikt jej nigdy nie przeczyta”. Myślę jednak, że z perspektywy roku 2026 wszyscy wiedzą, czym jest prawdziwa katastrofa życia. I to jest prawdziwa katastrofa na planecie Ziemia, nie tylko w USA, ale nagle jest jej tam mnóstwo.
Jon: Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w Minnesocie i wszędzie indziej w kraju, gdzie więzimy setki tysięcy ludzi i deportujemy ich na chybił trafił, bez żadnego realnego procesu, bez poszanowania indywidualności ludzi, a nawet bez sędziów decydujących o legalności czy nielegalności. I nagle polityka – można by rzec, że medycyna koncentruje się na ciele, prawda? I na umyśle człowieka. Ale teraz mówimy o polityce świata, nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale całego świata i w pewnym sensie o jego umyśle.
Jon: Zwłaszcza w obliczu zbliżającej się sztucznej inteligencji (AGI) i łączenia wszystkiego, co będziemy robić. Znajdujemy się w krytycznym momencie na planecie Ziemia, który nigdy wcześniej się nie wydarzył – ale wiele z tego już się wydarzyło. Przemoc była obecna od zawsze. Ale teraz, wraz z nadejściem polikryzysu, jak to nazywają – Ziemia cierpi z powodu zanieczyszczeń, wycinania lasów deszczowych, płuc planety Ziemi i tym podobnych – naprawdę znajdujemy się w momencie, w którym sama ludzkość musi się obudzić. Nasze organizacje, w pewnym sensie nasze instytucje, muszą się zrestartować, aby uznać, że żyjemy w innym świecie.
Jon: Mam na myśli Kanadę – spójrzcie, co premier Kanady powiedział o relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Całkowicie je odrzucają i zaczynają od nowa, by sprostać nowej rzeczywistości. Cóż, wszyscy jesteśmy w takiej sytuacji, niezależnie od tego, gdzie mieszkamy i jaką mamy pracę. Musimy więc zdać sobie sprawę, że nie, jesteśmy teraz na nowym terytorium i naprawdę ważne jest, aby zaufać swojej głębokiej dobroci, uwierzyć, że nic ci nie dolega, nawet jeśli masz 10 diagnoz, że jest z tobą o wiele więcej dobra niż zła, dopóki oddychasz.
Zadanie Dharmy
Jon: I to, co mówiliśmy pacjentom w 1979 roku, musimy teraz powiedzieć sobie na całym świecie – rozpoznać, co jest warte ocalenia w ludzkości i kulturach, i jak regulować naszą wrodzoną skłonność do przemocy i inności na niewiarygodną skalę, za pomocą broni jądrowej, broni robotycznej, dronów i tym podobnych. To nie do utrzymania. Żaden organizm nie przetrwałby takiej choroby, ani żaden system polityczny jej nie przetrwa.
Jon: Więc jeśli uważność była ważna w 1979 roku, to teraz jest o wiele ważniejsza, bo w pewnym sensie potrzebujemy medycyny dla ludzkości. I jak to się rozwinie, nie wiem, ale czuję, że niezależnie od tego, czy wyraźnie zgadzamy się z tym, co właśnie powiedziałem, czy też mamy inne podejście, świat płonie w pewien sposób, który sami spowodowaliśmy, i że musimy być również rozwiązaniem. A żeby to zrobić, musimy się obudzić.
Jon: I dlatego uważam, że takie podcasty są naprawdę ważne, bo nie wiemy, kto nas słucha, kto w ogóle będzie słuchał. Ale nadzieja jest taka – i przypuszczam, że właśnie dlatego to robisz – że kiedykolwiek publikujemy coś w świecie, publikujemy to dla innych istot, które z tajemniczych powodów rezonują z nami, ale pociąga je postrzeganie własnego życia w pewien sposób – może [dostrzegają] możliwości i potencjał, by uczynić świat choć trochę lepszym, mniej brutalnym, mniej „wykorzystującym” i „ich” miejscem. A z czasem, co jeszcze możemy zrobić, aby dać ludzkości nadzieję? Musimy nie popadać w rozpacz ani niekończącą się depresję, mimo że istnieje wiele powodów do depresji, ale zamiast tego zachować pewien fundamentalny optymizm i pokochać piękno tego, czym naprawdę jest życie. Całe życie. Musimy więc chronić wszelkie życie na planecie Ziemia. I to jest zadanie dharmy.
Jon: Nie widzę wielu różnych nurtów mądrości, które rzeczywiście mają potencjał – w pewnym sensie, który zademonstrowaliśmy, przynajmniej w medycynie i opiece zdrowotnej, a przed nami jeszcze długa droga – ale mają potencjał, by rzeczywiście pomóc ludziom obudzić się i odkryć naszą prawdziwą naturę. Co może obejmować skłonność do przemocy, ale obejmuje również skłonność do jej regulowania i zrozumienia, że można ją ugasić, jeśli praktykujesz w sposób, w jaki wielu, wielu, wielu ludzi, których badasz, Richie, w twoim laboratorium, rzeczywiście podążyło ścieżką i osiągnęło punkt, w którym reprezentują pewien rodzaj łagodnego współczucia i mądrości, które sprawiają, że świat jest bezpieczny dla innych ludzi i stwarzają możliwości kreatywności, która nie ma swojej ciemnej strony.
Richie: Wspaniale powiedziane.
Zmiana łuku historii
Jon: To wielka rzecz, ale naprawdę czuję, nie tylko jako ojciec, ale i dziadek, że nie ma sposobu, abym mógł wpłynąć na świat, w którym moje wnuki będą dorastać za pięć, dziesięć czy piętnaście lat, poza próbą bycia wiernym temu, o czym mówimy, i robieniem wszystkiego, co w mojej mocy, bez zbytniego przywiązywania się do rezultatu. Ponieważ jest to tak wielkie wyzwanie dla każdego z nas, że ludzki umysł nie jest w stanie wyobrazić sobie, jaka będzie przyszłość ludzkości.
Jon: Ale im bardziej potrafimy ucieleśniać to, czym jest obecność ludzkości – prawdziwą obecność, którą nazywają Dalajlamą, moim zdaniem: „obecność” – kiedy uczymy się być bardziej obecni, potencjalna korzyść dla przyszłości jest natychmiastowa w następnej chwili. I tak właśnie, moim zdaniem, zmieniamy bieg historii.
ŚWIADOMOŚĆ JAKO SUPERMOC
Zwyczajne i niezwykłe
Cortland: Myślę, że jedną z rzeczy, które są w tym niezwykle pomocne, jest to, że z jednej strony to niezwykle inspirująca, rozległa perspektywa na to, co znaczy być człowiekiem. I widać, dlaczego takie rzeczy jak uważność – choć termin ten może nie być używany w różnych religiach i filozofiach – są w każdej religii.
Jon: Absolutnie. Absolutnie.
Cortland: Coś, co – słyszałem, Jon, wielokrotnie – mówisz: uważność sama w sobie nie ma nic z natury religijnego. To cecha ludzka. To tak, jakby powiedzieć, że oddech jest religijny. Możesz pracować z oddechem w sposób, który wspiera twoją praktykę religijną, ale sam w sobie jest on po prostu fundamentalną cechą człowieczeństwa.
Cortland: Z jednej strony ma to tak inspirującą i rozległą [cechę], ale z drugiej strony jest po prostu tutaj. To coś, co – w tej chwili, czuję swój oddech, czuję swoje stopy na podłodze. Czuję twoją obecność i naszą więź, którą dzielimy. Czuję ludzi, którzy mogą tego słuchać i pragną, aby to przyniosło korzyści – to tylko drobne rzeczy, drobne zmiany w naszej mentalnej, emocjonalnej przestrzeni serca, które składają się na zupełnie inny sposób bycia człowiekiem, prawda?
Jon: Jasne.
Cortland: Mała rzecz, wielka wizja, ale ta żywa chwila, która jest zawsze tuż obok i do której naprawdę łatwo dotrzeć. Musimy się tylko nauczyć, jak to robić.
Supermocarstwo
Jon: Tak. Chociaż powiedziałbym, że… Chcę, żeby słuchacze zdali sobie sprawę, że choć jest to całkowicie zwyczajne, to jest też całkowicie niezwykłe. Jest niewiarygodnie niezwykłe, tak jak każdy, kto żyje na planecie Ziemia. Że wszyscy jesteśmy w pewnym sensie jednocześnie zwyczajni i niezwykli. I może powiedziałem to ostatnim razem, kiedy rozmawialiśmy, ale zacząłem postrzegać ludzką świadomość jako supermoc.
Jon: Po części dlatego, że jestem pod ogromnym wrażeniem Grety Thunberg i jej użycia terminu „supermoc” w odniesieniu do własnych wyzwań związanych ze spektrum autyzmu. Widać, że to supermoc, kiedy ona ją ucieleśnia i kiedy o niej mówi. To tak, jakby pochodziła z miejsca, które jest po prostu niewiarygodnie głębokie. Wiem, że rozmawiała z Jego Świątobliwością Dalajlamą na ten temat. Jest bardzo wyjątkową osobą, ale nie powiedziałaby – żadna wyjątkowa osoba nigdy nie mówi, że jest wyjątkowa, bo wie, że nią nie jest.
Jon: Ona jednak ma kontakt z czymś, z czym każdy może mieć kontakt. Świadomość to funkcja całkowicie rozdzielcza. O ile wiem, nie ma nikogo, kto nie urodziłby się ze zdolnością do świadomości, chyba że doszło do jakiegoś głębokiego, bardzo głębokiego uszkodzenia mózgu przy urodzeniu lub w łonie matki. Ale dostęp do tej świadomości, dostęp do tej supermocy, kiedy jej potrzebujesz – a jedyny moment, kiedy jej potrzebujesz, to teraz. Cóż, to staje się trudne, ponieważ umysł jest tak rozproszony, że „tak, chcę tej supermocy, ale pozostanę przy tej supermocy” – co jest zdegradowaną, gorszą od supermocy. Myślenie to supermoc, ale myślenie wpędza cię w wiele kłopotów. Świadomość jest wyzwalająca, sama w sobie, i tak naprawdę sama w sobie oczyszczająca. Dlatego kultywujemy do niej dostęp. Nie musimy niczego nabywać. Musimy tylko ćwiczyć, że tak powiem, uchwycenie tej chwili w świadomości poprzez zwracanie uwagi.
Chciwość, nienawiść i złudzenie
Jon: Jest to więc zarówno bardzo praktyczne, jak i w pewnym sensie transcendentne. I pozwala nam nawiązać kontakt z pewnego rodzaju – wybaczcie mi to – transcendentną mądrością. Mądrością, która dostrzega wzajemne powiązania i to, jak rzeczy są ze sobą prawnie powiązane, i gdzie to się dzieje, gdy w grę wchodzą chciwość, nienawiść i złudzenie. Co stanowi buddyjską, absolutnie doskonałą diagnozę człowieczeństwa: chciwość, nienawiść i złudzenie są źródłem wszelkiego naszego cierpienia.
Jon: Nasze poczucie „chcę tego i zdobędę to za wszelką cenę”. I widzimy, jak prezydent Stanów Zjednoczonych to realizuje w sposób patologicznie zadziwiający, że wielu, wielu specjalistów diagnozowało go z dystansu pod kątem tego rodzaju zachowań, wypowiedzi i działań. Ale faktem jest, że świadomość jest niezależna od tego rodzaju ignorancji i urojeń, i w pewnym sensie jest to wektor wyzwalający, pozwalający nam, jako jednostkom, odzyskać, a właściwie rozpoznać po raz pierwszy w historii, pełną wielowymiarowość tego, co znaczy być człowiekiem.
Jon: A potem przeżywanie tego. Widzimy to u dzieci cały czas. Narodziny dziecka – to jak religijne przeżycie widzieć noworodka, trzylatka i pięciolatka. Są takie słodkie. Idziesz przez szkołę i widzisz, jak biegają, i to jest po prostu niewiarygodne. Jak możemy tak postrzegać 45- i 50-latków? Rozumiesz? Są takie słodkie. Są takie kochane. Bo trochę tracimy z tego wewnętrznego piękna, ale ono tam jest. Jego Świątobliwość widzi to w każdym, niezależnie od tego, czy jest dobry, czy zły, czy kimkolwiek innym. On to widzi. To coś, co możemy wyćwiczyć.
Rozkwit jest zaraźliwy
Richie: Często mówimy, że rozkwit jest zaraźliwy.
Jon: Tak. To jest zaraźliwe. Motywacja do rozkwitu jest zaraźliwa, a następnie trening mięśni, aby faktycznie uczynić ją autentyczną i silną, wymaga praktyki. I to takie piękne, że o tym piszesz, że wydajesz książkę, która podkreśla bardzo praktyczny sposób, aby uczynić swój dzień i życie – dzień po dniu, chwila po chwili – projektem głębokiego docenienia piękna chwili obecnej i tego, jak ślepe byłoby nie rozkwitać nawet w bardzo trudnych okolicznościach, z całym pięknem i wszystkimi możliwościami, które nam dano.
Richie: Jednym z założeń książki jest to, co powiedziałeś, że chodzi o głębokie docenienie cech, którymi obdarzony jest każdy człowiek.
Jon: Tak.
Cortland: Można je wyszkolić.
Jon: Powtórz to jeszcze raz. Nie dosłyszałem, co powiedziałeś, Cort.
Cortland: Chciałem tylko powiedzieć, że można je wytrenować. Myślę, że to coś, na co oboje wskazaliście – że doświadczamy tych rzeczy przypadkiem. Czasami jesteś na łonie natury i przeżywasz chwilę zachwytu, poczucie więzi, albo jesteś z ukochanymi osobami i przeżywasz te chwile, które uznalibyśmy za rozkwitające, gdybyśmy mieli na nie wskazać. Ale to wydaje się przypadkowe. Czujesz, że to po prostu zależy od tych zewnętrznych warunków. I myślę, że większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że można się wytrenować, aby czuć się stale połączonym. Można się wytrenować – jeśli nie jesteś pełen zachwytu w każdej chwili swojego życia, po prostu nie zwracasz uwagi.
Jon: Dokładnie.
Cortland: Zawsze jest coś, co budzi podziw. Nieważne, czy jesteś na wysypisku śmieci – jeśli się skupisz, życie jest niesamowite. I to poczucie więzi i tak dalej – wszystko jest tutaj. Musimy je tylko pielęgnować, musimy je pielęgnować.
Rapsodia na zwrócenie uwagi
Jon: Thich Nhat Hanh zatytułował swoją pierwszą książkę „Cud uważności” . To naprawdę cud. A Dacher Keltner – cała jego twórczość opiera się na przekonaniu, że podziw i zachwyt przynoszą niesamowite korzyści dla człowieka, nie tylko zdrowotne, ale wszelkiego rodzaju, ponieważ żyjemy w tak magicznym, niewiarygodnym wszechświecie. Oczywiście, wszyscy pierwotni ludzie zawsze o tym wiedzieli i w ten sposób żyli w pewnej harmonii z naturą – to może być bardzo potężne i potencjalnie bardzo szkodliwe lub destrukcyjne, ale można znaleźć sposoby, by z tym żyć.
Jon: To jak szalona okazja, żeby nie przegapić swojego życia, bo jeśli przegapisz tę chwilę, to skąd pomysł, że nie przegapisz [następnej]? A potem wkrótce wracamy do Thoreau, który powiedział w Walden : „Poszedłem do lasu, bo chciałem żyć świadomie, stawiać czoła tylko podstawowym faktom życia i zobaczyć, czego nas uczą, żeby nie odkryć, umierając, że nie żyłem”.
Jon: Więc samo Walden to rapsodia uważności. I uważności. Zwracał uwagę na każdy gwóźdź wbity w swój dom i na każdy kawałek drewna. I zdarzało się, że stał w stawie Walden, prawie po sam nos, i po prostu wpatrywał się w to, co działo się na powierzchni. Albo siedział godzinami w progu, obserwując, jak słońce przesuwa się po niebie, i zachwycał się tym. To absolutnie piękne. Więc to naprawdę rapsodia uważności w pewnym sensie, i to typowo amerykańska, dlatego tak często cytowałem to w książce „Gdziekolwiek pójdziesz, tam jesteś ”.
Zamknięcie
Cortland: Cóż, to niesamowite. Mam przeczucie, że mamy nadzieję na jeszcze wiele, wiele takich rozmów.
Jon: Jestem za.
Cortland: To prawdziwy dar i zaszczyt spędzić z wami trochę czasu. Wiem w imieniu wszystkich, którzy oglądają i słuchają – po prostu bardzo wam dziękuję. Nie tylko za poświęcenie czasu na tę rozmowę, ale za całą pracę, którą wykonaliście na świecie. I wspaniała wiadomość na zakończenie. Wyobraźcie sobie, że siedzicie tam, chłoniecie otoczenie i łączycie się z tymi cechami, które już posiadamy, ale z którymi musimy się jeszcze nauczyć, żeby się z nimi skontaktować. Może więc na tym zakończymy. Chciałam wam tylko podziękować i proszę, wróćcie i dołączcie do nas ponownie.
Richie: Dziękuję, Jon.
Jon: Cała przyjemność po mojej stronie. Zawsze cudownie. Dziękuję.