Zawartość
To było badanie, które miało miejsce tuż przed moim przyjazdem do Madison, aby rozpocząć doktorat. Dotyczyło osób medytujących długoterminowo – myślę, że próg wynosił 10 000 godzin medytacji. Ja sam byłem obiektem tego konkretnego badania. Większość badań, w które obecnie jesteśmy zaangażowani, jest prowadzona przeze mnie jako jednego z naukowców. W tym przypadku byłem obiektem, co sprawia, że rozmowa o nim jest całkiem ciekawa.
Jednak bycie obiektem badań nie było przyjemne, ponieważ badanie dotyczyło bólu. Richie Davidson i Antoine Lutz – dwaj moi drodzy przyjaciele i koledzy, którzy byli głównymi naukowcami w tym badaniu – poddawali nas bólowi, zakładając nam na nadgarstki mały termos i wlewając do niego wrzącą wodę w regularnych odstępach czasu, robiąc to w kółko przez wiele godzin.
Uczestnictwo w tym eksperymencie było zupełnie nieprzyjemne, ale naprawdę pouczające.
Były dwie grupy: grupa doświadczonych medytujących, do której należałem, oraz grupa niemedytujących — osób, które nie miały żadnego doświadczenia w medytacji.
Jak już wspomniałem, przeprowadzali te próby wielokrotnie, w których dochodziło do poparzeń. Było tak gorąco, że odczuwaliśmy to intensywnie tuż poniżej progu, przy którym skóra mogła zostać uszkodzona – naprawdę, naprawdę gorąco. I badali sieć bólu w mózgu, czyli tak zwaną macierz bólu.
Z osobami niemedytującymi działo się tak. Leżałeś tam – to było w fMRI, dużym skanerze mózgu – i słyszałeś dźwięk. Za każdym razem, gdy słyszałeś ten dźwięk, wiedziałeś, że za 10 sekund pojawi się gorąca woda.
Oczywiście, bardzo szybko uczysz się łączyć ten dźwięk z bodźcem bólowym, gorącą wodą. Oto, co się dzieje: gdy tylko ten dźwięk się pojawia, aktywuje się matryca bólu. Mózg zaczyna symulować doświadczenie bólu, zanim jeszcze ból się pojawi. Następnie pojawia się bodziec – to drugi punkt na osi poziomej – i oczywiście matryca bólu jest aktywna, gdy ból faktycznie występuje. A potem ból ustępuje i widać bardzo powolny powrót do punktu wyjścia.
Zatem matryca bólu aktywuje się, zanim ból się pojawi. Jest aktywna, gdy ból już występuje, a potem utrzymuje się nawet po jego wystąpieniu – bardzo stopniowy powrót, w którym matryca bólu powoli się uspokaja i powraca do stanu wyjściowego.
A co z medytującymi? Co się z nami działo?
W tym przypadku, u osób medytujących, matryca bólu nie aktywowała się w tym okresie przygotowawczym. Więc chociaż wiesz, co się wydarzy – a pamiętam, jak leżałem w skanerze, pamiętam, co robiłem – to, co robiłem, było dokładnie tym samym, co właśnie robiliśmy podczas tej medytacji z przewodnikiem, którą prowadziłem. Ja, i jestem pewien, że wielu innych medytujących, po prostu byliśmy świadomi naszych wewnętrznych reakcji w trakcie ich trwania. Wiedziałem, że ból nadejdzie. Wiedziałem, że się wydarzy. Ale zamiast dać się porwać temu całemu wirowi myśli i emocji, po prostu zauważałem to, co faktycznie działo się w danej chwili, a nie to, co wydarzy się w przyszłości.
Więc nie ćwiczyłem przyszłości. Po prostu zauważałem teraźniejszość.
Co ciekawe, podczas bólu – kiedy ból faktycznie wystąpił – matryca bólu nie została w żaden sposób stłumiona. W rzeczywistości była nawet nieco bardziej wyraźna niż u osób niemedytujących. Nie chodzi więc o to, że my, doświadczeni medytujący, nie odczuwaliśmy bólu. Wręcz przeciwnie, odczuwaliśmy go nieco dotkliwiej niż osoby niemedytujące.
Ale później powrót do stanu wyjściowego nastąpił znacznie szybciej.
Jakie są więc tego implikacje? To pokazuje coś bardzo ważnego o umyśle i mózgu oraz o tym, jak reagują na ból. Ale był jeszcze jeden bardzo ważny element – nasze subiektywne doświadczenie tego wszystkiego.
Oprócz obserwacji mózgu i pomiaru aktywności w matrycy bólu, Antoine, Richie i inni naukowcy zadali nam również dwa pytania. Poprosili nas o ocenę intensywności bólu i o ocenę jego uciążliwości.
Pytanie o intensywność bólu wywołało mniej więcej takie same reakcje u osób niemedytujących i medytujących. Wszyscy wiedzieliśmy, kiedy było gorąco, wiedzieliśmy, kiedy nie było, i oceniliśmy go mniej więcej tak samo. Jednak obie grupy różniły się pod względem stopnia nieprzyjemności. Krótko mówiąc, osoby medytujące oceniły poziom nieprzyjemności bólu znacznie niżej niż osoby niemedytujące.
Zatem naukowcy odkryli tu neuronalną sygnaturę różnicy między cierpieniem a bólem.
To niezwykle ważne. Zwykle myślimy, że ból równa się cierpieniu, i to ukryte założenie determinuje wiele rzeczy, które robimy w życiu. Staramy się unikać bólu i dyskomfortu, ponieważ myślimy, że w ten sposób unikniemy cierpienia.
To pokazało, że istnieje ukryta zmienna, której istnienia większość z nas nie jest w ogóle świadoma. Cierpienie nie równa się bólowi. Cierpienie równa się bólowi pomnożonemu przez opór. Jeśli więc uda ci się zredukować opór do zera, nie pozbędziesz się bólu – ale całkowicie wyeliminujesz cierpienie.
Superważny fakt. Jeśli to zrozumiesz, to całkowicie odmieni nasze życie. Zamiast skupiać się na próbach kontrolowania pogodowych wzorców doświadczenia – a wszyscy wiemy, że to po prostu nie działa – jeśli mamy ciało, będziemy chorować, będziemy odczuwać ból. Jeśli mamy relacje, będziemy doświadczać strat, stresu i wyzwań. Jeśli mamy pracę, jeśli musimy utrzymywać relacje z resztą świata, będziemy doświadczać wszystkich tych rzeczy, których po prostu nie możemy kontrolować ani przewidzieć. Ale zazwyczaj właśnie to robimy. Próbujemy kontrolować pogodę.
To przedstawia zupełnie inną alternatywę – więcej o otwarciu się na to, co się dzieje, zmianie tego oporu i jego zmniejszeniu. I przekonasz się, że to nie tylko zmienia cierpienie, ale nawet okresy przeciwności losu stają się szansą na rozwój, eksplorację, samopoznanie i wewnętrzną transformację. Trudne rzeczy w życiu stają się katalizatorem rozwoju i wglądu.