Jak dotrzeć do swojej świadomości – i dlaczego medytacja jest łatwiejsza, niż myślisz

Wykład TED · Transkrypcja

Jak wykorzystać swoją świadomość —
i dlaczego medytacja jest łatwiejsza niż myślisz

Yongey Mingyur Rinpocze

Zawartość

  • Istota medytacji
  • Dwa nieporozumienia
  • Krok pierwszy: świadomość oparta na obiektach
  • Krok drugi: Medytacja z trudnościami
  • Krok trzeci: Otwarta świadomość

Istota medytacji

Yongey Mingyur Rinpoche: Chciałbym porozmawiać o medytacji. Ale najpierw chciałbym zadać ci bardzo proste pytanie. Widzisz moją rękę? Tak, podnieś rękę.

Publiczność: Tak.

YMR: OK, słyszysz mnie?

Publiczność: Tak.

YMR: Tak? Świetnie. To jest medytacja. Skończone. Moje wystąpienie na TED jest skończone.

[Śmiech i brawa]

YMR: Oczywiście, żartuję. Ale w pewnym sensie to prawda. Dlaczego? To, co nazywamy esencją medytacji, to świadomość. A czym jest świadomość? Wiedza o tym, co myślisz, czujesz, robisz, widzisz, słyszysz. To wszystko.

Dwa nieporozumienia

YMR: Medytacja jest w rzeczywistości bardzo łatwa, ale wiele osób uważa ją za trudną. Dlaczego? Istnieją dwa nieporozumienia na temat medytacji.

Pierwsza jest taka, że ​​wiele osób uważa, że ​​medytacja polega na niemyśleniu o niczym – na zaprzestaniu myślenia, na skupieniu się.

[Śmiech]

Cicho! Medytuję, bądź cicho.

[Śmiech]

Co się dzieje, kiedy próbujesz przestać myśleć? Będziesz myśleć więcej. Więc zrobimy mały eksperyment, dobrze? A teraz proszę, nie myśl o pizzy.

[Śmiech]

Nie ma pizzy. Nie ma pizzy. Co się stało? Myślałeś o pizzy, czy nie? Tak, podnieś rękę.

[Śmiech]

Ja wiem.

[Śmiech]

Tak naprawdę nie musimy przestać myśleć. Musimy tylko nawiązać kontakt ze świadomością.

Kolejnym nieporozumieniem dotyczącym medytacji jest to, co nazywamy „błogością” – poszukiwanie spokoju, wyciszenia, radości, relaksu.

[Śmiech]

Im bardziej szukasz relaksu, spokoju, wyciszenia i radości, tym bardziej one uciekają.

Krok pierwszy: świadomość oparta na obiektach

YMR: Pozwólcie, że podzielę się z wami moim doświadczeniem. Kiedy byłem młody, miałem ataki paniki. Chociaż urodziłem się w samym sercu Himalajów – okolica, wioska, cudowna – panika podążała za mną jak cień. Tak bardzo bałem się obcych, że nie byłem w stanie wychodzić i poznawać nowych ludzi. A w Himalajach jest tyle burz: burze, śnieżyce. Te burze doprowadzały mnie do szału.

Kiedy miałem dziewięć lat, poprosiłem ojca, żeby nauczył mnie medytacji. Na szczęście był świetnym nauczycielem medytacji. A pierwszą rzeczą, jaką powiedział, było: „Nie próbuj walczyć z paniką. Nie próbuj się jej pozbyć. I tak naprawdę” – dodał – „nie musisz”. Dlaczego? Świadomość jest jak niebo w górach, a panika jak burza – jak chmura. Bez względu na to, jak silna jest burza, nie zmienia ona natury nieba. Niebo jest zawsze obecne, czyste, spokojne. Podobnie, nasza fundamentalna cecha umysłu – świadomość – jest zawsze obecna, czysta, spokojna. Problem polega jednak na tym, że nie wiemy, jak połączyć się ze świadomością. Widzimy tylko myśli, emocje, nic więcej.

Powiedział więc, że istnieją trzy kroki praktyki, aby połączyć się ze świadomością. Pierwszy: musimy użyć przedmiotu – podpory – aby połączyć się ze świadomością. To jedna z moich pierwszych technik medytacyjnych, której nauczył mnie ojciec. Możesz się przyłączyć i rozluźnić mięśnie w ciele. Jeśli nie potrafisz się rozluźnić, to też jest w porządku – dozwolone.

[Śmiech]

Zamknij oczy i posłuchaj dźwięku.

[Ding]

Kiedy słyszysz dźwięk, jednocześnie uchem i umysłem --

[Ding]

To jest medytacja. Pozwól panice przyjść i odejść. Pozwól pizzy przyjść i odejść.

[Ding]

A może dwie pizze, trzy pizze, dziesięć pizz. Dopóki pamiętasz dźwięk, możesz mieć pizzę.

[Ding] [Ding] [Ding]

Dobrze, jak było? Słyszałeś dźwięk? Tak, podnieś rękę. Świetnie. To jest medytacja. Bardzo proste – po prostu słuchaj, to wszystko. Nie musisz nic robić. Jeśli nadejdzie panika, pozwól jej przyjść i odejść, nie przejmuj się. Po prostu słuchaj dźwięku. Pojawia się małpi umysł – bla, bla, bla – pozwól mu przyjść i odejść, po prostu słuchaj dźwięku.

Więc to zrobiłem. Ale miałem duży problem. Problemem było lenistwo.

[Śmiech]

Jestem leniwy. Uwielbiam ideę medytacji, ale nie lubię jej praktykowania. Tak było z przerwami przez pięć lat. Kiedy miałem 13 lat, w Indiach miał się rozpocząć tradycyjny trzyletni odosobnienie. Pomyślałem, że powinienem dołączyć, bo to dobrze zrobi mojemu lenistwu. Więc dołączyłem. Pierwszy miesiąc był cudowny – zero lenistwa. W drugim miesiącu lenistwo wróciło.

[Śmiech]

A potem co się stało? Moje lenistwo i panika stały się dobrymi przyjaciółmi.

[Śmiech]

Życie na odosobnieniu zamieniło się w katastrofę. Myślałam, że powinnam odejść. Ale czułam się zażenowana, bo powiedziałam wszystkim moim przyjaciołom z dzieciństwa, że ​​mogę pojechać na odosobnienie. Nie chciałam stracić twarzy. Ale jeśli zostanę, to zostaną mi prawie trzy lata. Pomyślałam więc: co robić? W końcu postanowiłam nauczyć się żyć z paniką.

Krok drugi: Medytacja z trudnościami

YMR: Teraz mamy drugi krok – możemy medytować wszędzie, o każdej porze i z czymkolwiek. Można więc medytować z paniką. Jak to zrobić? Tak jak ze słuchaniem dźwięku: kiedy słuchasz dźwięku, staje się on wsparciem dla twojej medytacji. Teraz będziesz obserwować panikę. Jeśli potrafisz ją dostrzec – świetnie. Kiedy widzisz rzekę, wychodzisz z rzeki. Kiedy widzisz górę, wychodzisz z góry. Więc teraz świadomość staje się czymś więcej niż paniką – czymś więcej niż depresją, stresem, małpim umysłem, czymkolwiek. Pozwól im przyjść, pozwól im odejść.

To jest więc pierwsza korzyść. A druga korzyść to to, że pojawia się mądrość. Kiedy patrzysz na panikę, panika przestaje być solidnym kamieniem. Panika staje się fragmentami – wrażeniem, przerażającym obrazem, głosem, przekonaniem. A jeśli odrzucisz jeden z nich, nie znajdziesz paniki. Więc to, co nazywam paniką, staje się jak pianka do golenia: wygląda jak solidny kawałek skały, ale w środku jest pełne bąbelków.

I trzecia korzyść – to, co nazywam akceptacją: życzliwość dla siebie, miłość do siebie, współczucie dla siebie. Kiedy pozwalasz, by panika przychodziła i odchodziła, to jest prawdziwa akceptacja, prawda? A więc: trzy w jednym – świadomość, miłość i współczucie, mądrość. Czasami kupuję jeden, a dwa dostaję gratis.

[Śmiech]

Wielka sprawa, prawda? A wszystko to przez panikę. Więc teraz panika staje się twoim nauczycielem, twoim najlepszym przyjacielem.

Praktykowałem to i ostatecznie ja i moja panika zostaliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. A kilka tygodni później panika zniknęła. Tęskniłem za moją przyjaciółką.

[Śmiech]

Zakończyłem odosobnienie i poszło mi świetnie. Potem zapragnąłem podzielić się tą wspaniałą techniką ze światem. Uczyłem więc medytacji w wielu miejscach, napisałem trzy książki – które stały się bestsellerami – i pozyskałem uczniów, a także zostałem opatem kilku klasztorów. A potem co się stało? Odrodziło się we mnie nowe ego. Pomyślałem: „Och, muszę uważać”. Postanowiłem więc zrobić coś wyjątkowego: to, co nazywamy odosobnieniem wędrownym. Chodzi o to, żeby zostawić wszystko i wyjść na ulicę z niczym.

Postanowiłem więc to zrobić. W 2011 roku opuściłem klasztor, moich uczniów, moje cudowne, przytulne łóżko – wszystko – i wylądowałem na ulicy z zaledwie kilkoma tysiącami rupii indyjskich, które skończyły się w ciągu kilku tygodni. Teraz musiałem żebrać o jedzenie. I dostałem zatrucia pokarmowego – wymiotów, biegunki. Byłem sam na ulicy i pomyślałem: umrę. Potem pomyślałem: co mam zrobić?

Krok trzeci: Otwarta świadomość

YMR: Teraz mamy trzeci krok: to, co nazywamy medytacją otwartej świadomości. Świadomość, bycie ze sobą. Niebo, bycie ze sobą. Teraz nie ma potrzeby wsparcia. Po prostu bądź samą świadomością. Praktykowałem tę praktykę. Co się potem stało? Moje ciało bardzo zachorowało – nie widziałem, nie słyszałem. Ale mój umysł stał się tak obecny – ponad wszelką wolność. I byłem w tym stanie przez kilka godzin. Na szczęście nie umarłem; wróciłem. Kiedy wróciłem, ulica wydawała mi się jak dom. Kiedy spojrzałem na drzewo, drzewo stało się jak drzewo miłości. Wiatr wiejący mi w twarz stał się radosnym doświadczeniem. Reszta mojego odosobnienia przebiegła bardzo dobrze. Wiele się nauczyłem.

Chciałbym podzielić się tą medytacją otwartej świadomości, ale bardzo trudno ją wytłumaczyć. Chcę więc zrobić coś dramatycznego – i tego właśnie nauczył mnie mój ojciec. To, co nazywamy malą [ uwaga: prawdopodobnie malą z koralików modlitewnych trzymaną jako wizualny rekwizyt ], to umysł szalonej małpy – bla, bla, bla, bla, bla. A medytacja otwartej świadomości oznacza, że ​​nie musisz nic robić. Po prostu bądź. To wszystko. Nie musisz medytować. Poczucie obecności, bycia – ale nie zagubienia. Bądź wolny. Bądź obecny.

Dziękuję bardzo.

[Oklaski]

Inspired? Share: