Kiedy ostatnio miałeś poważną pokusę, by zrobić coś jawnie złowrogiego lub złego? Nie mówię o drobiazgach, takich jak spożywanie większej ilości deserów, czy plotkowanie o współpracowniku nieco więcej niż powinieneś. I oczywiście nikt nie jest odporny na fantazje o robieniu wielkiego zła, takie jak wyrzucenie szefa przez okno po tym, jak odmówi ci awansu. Jednak jeśli ostatnio nie wyrzuciłeś swojego szefa przez okno ani nie zrobiłeś czegoś więcej niż tylko fantazjowanie o takich rzeczach, to czynienie wielkiego zła prawdopodobnie nie jest znaczącą pokusą, jak to jest w przypadku większości z nas. Są szanse, że próbujesz zrobić zbyt wiele dobrego dla własnego dobra. Albo robisz złe dobro. Albo robisz dobre dobro w złym czasie.
Czynienie dobra samo w sobie nie jest problemem. Czynienie złego dobra jest całkowitym problemem. Czynienie złego dobra jest wyczerpujące. Czynienie właściwego dobra, we właściwym czasie, przyciąga nas do energii całego serca, ciała i duszy, która znajduje się w naszym słodkim miejscu.
Jeśli zmagasz się z pokusą, by samemu czynić złe dobro, być może poczujesz pociechę, wiedząc, że była to również największa pokusa Jezusa w życiu. Co? Nigdy wcześniej nie słyszałeś o takim kuszeniu Jezusa? Znajdziesz to w historii kuszenia Jezusa na pustyni. Jego historia daje wgląd w pokonanie tej istotnej przeszkody.
Jak głosi historia, Jezus wszedł na suchą i jałową pustynię, gdzie przez czterdzieści dni pościł i był kuszony przez szatana, czyli „przeciwnika” po hebrajsku. Przeciwnik najpierw wzywa Jezusa, aby zamienił kamień w chleb. Jezus odmawia, stwierdzając, że nie samym chlebem żyje człowiek. Następnie przeciwnik pokazuje Jezusowi wszystkie miasta i królestwa świata, twierdząc, że będą jego, jeśli Jezus tylko go odda. Jezus odmawia, oświadczając, że mamy czcić Boga sam. W końcu przeciwnik zabiera Jezusa na najwyższy punkt Świątyni Jerozolimskiej, wzywając go, by zeskoczył i pozwolił aniołom go uratować. Jezus ponownie odmawia, stwierdzając: „Nie wystawiaj Boga na próbę”. Pokonany przeciwnik opuszcza Jezusa, by czekać „na dogodny czas”. (Łukasza 4:13)

Ta ilustracja jest autorstwa angielskiego poety, malarza i grawera Williama Blake'a. Odzwierciedla mitologiczną wyobraźnię stojącą za tą historią lepiej niż jakikolwiek obraz, jaki kiedykolwiek widziałem.
Jeśli nie wiedziałeś, że ten obraz przedstawia kuszenie Jezusa na pustyni, możesz nie zdawać sobie sprawy, że osoba stojąca po lewej stronie to Przeciwnik. Nie ma rogów ani kłów. Nie ma złowrogiego wyrazu twarzy, nie nosi też wideł jak w filmach. W rzeczywistości wygląda na dość pobożnego, jakby mógł być jednym z wielkich proroków – być może Mojżeszem lub Eliaszem. I wskazuje na niebiosa, pokazując Jezusowi wielkie i cudowne rzeczy, które Jezus mógł zrobić na ziemi.
Tutaj Blake pokazuje swoje spostrzeżenia. Blake zdaje się dostrzegać, że ktoś o duchowej postury Jezusa byłby jeszcze mniej kuszony przez jawne zło niż my. Gdybyś był przeciwnikiem i chciał kusić kogoś takiego jak Jezus, musiałbyś rozwinąć największe pokusy, jakie możesz zebrać. Wszystkie z nich miały na celu czynienie dobra . Zastanówmy się nad konkretnymi „dobrami”, których Jezus był kuszony przez:
Te pokusy wydają się całkiem nieszkodliwe, prawda? Jeśli dzierży je ktoś taki jak Jezus, te dary mogą z łatwością przynieść światu ogromne dobro. Gdyby Jezus opierał swoją posługę na zamianie kamienia w chleb, mógłby nie tylko nakarmić siebie (nie jest to wielka pokusa dla Mesjasza Bożego), ale nakarmić wszystkich głodnych świata. (Teraz rozmawiamy!) Gdyby Jezus dzierżył całą władzę polityczną, to prawdopodobnie nie byłaby to podróż ego Jezusa (znowu małe kartofle). Ale wyobraź sobie, ile dobrego mógłby zrobić Jezus, zmieniając kilka praw i kierując środki publiczne i prywatne do ich najlepszego wykorzystania. Albo gdyby Jezus potrafił zaimponować ludziom jakimś ekstrawaganckim publicznym cudem, byłby bardziej popularny niż, no cóż, Jezus!
Chodzi o to, że żadna z tych czynności nikomu nie zaszkodzi. W każdym razie nie na początku. A Jezus nakarmił głodnych, zmienił równanie polityczne i dokonał cudów w różnych momentach swojej służby.
Problem polega na tym, jak nam się wydaje, że istnieje ogromna różnica między czynieniem dobra, a czynieniem tego konkretnego dobra, które przyniesie ci pełnię życia na tym świecie. Duch wzywa nas, abyśmy nie byli dobrzy, ale byśmy byli ludźmi – pokornymi, humusowymi – co ostatecznie oznacza znalezienie i życie w naszym słodkim miejscu. Możesz (i zrobisz) wiele dobrego krocząc ścieżką, która najpełniej prowadzi cię do życia na tym świecie, ale musisz zwracać uwagę na specyficzne powołanie Ducha.
Tym, co przyniosło Jezusowi pełne życie, nie było karmienie głodnych, uprawianie polityki czy dokonywanie cudów. Chociaż Jezus czynił czasem te rzeczy, poświęcenie im pracy i misji swego życia było dla Jezusa zbyt małym powołaniem. Bóg powołał go do czegoś znacznie wyższego. Według chrześcijan Bóg powołał Jezusa, aby był Zbawicielem. To powołanie do bycia Zbawicielem oznacza oczywiście różne rzeczy dla różnych ludzi. Jak często mówi mój przyjaciel Bruce, pytanie nie brzmi: „Czy jesteś zbawiony?” Pytanie brzmi: „Czy jesteś używany?” Innymi słowy, czy oddałeś się Duchowi w taki sposób, że chcesz pozwolić, aby zaprowadził cię do twojego słodkiego miejsca i doprowadził do pełni życia? Czy chcesz wyjść poza protesty swojego logicznego, strategicznego umysłu i swojej studni, aby dowiedzieć się wszystkiego dla siebie, podążając za błyskawicami i grzmotami? Kiedy pisma chrześcijańskie mówią o stawaniu się „nowym stworzeniem”, wierzę, że to właśnie mają na myśli. Kiedy mówią o „Królestwie Bożym”, wierzę, że odnoszą się do miejsca, w którym znajduje się nasze słodkie miejsce.
Własnym miejscem Jezusa na tym świecie lub powołaniem było żyć pełniej w swojej ludzkiej tożsamości , niż ktokolwiek inny kiedykolwiek zrobił. Czyniąc to, Jezus ujawnia, jak bardzo reszta z nas przypomina Pinokia w porównaniu – jak bardzo nie jesteśmy sobą. Jezus objawia również, że im bardziej żyjemy w naszej prawdziwej tożsamości, tym bardziej przypominamy rzeczywistą boskość. To dlatego, że aby podążać naszą najlepszą ścieżką na świecie, musimy zejść ze ścieżki „powszechnej mądrości” i zacząć podążać ścieżką naznaczoną błyskami piorunów i grzmotami – tymi przeczuciami i echem pokoju i radości które emanują z serca Boga.